STARE PRAKTYKI W NOWYM OPAKOWANIU

Gdy ktoś, kto oglądał filmy z Jamesem Bondem, obejrzy sobie Mózg za jeden miliard dolarów nie uwierzy, że wszystkie te filmy finansował jeden i ten sam producent. Tak­tyka „frontu ideologicznego” jest elastycz­na, zmienia się ją zależnie od okoliczności. Ponieważ coraz częściej jawna propaganda nie przynosi spodziewanych efektów, zmie­nia się język przekonywania. Zamiast in­wektyw — wyrazy pozornej sympatii do­brotliwych (rzekomo) rad itp. Stare prakty­ki w nowym opakowaniu.Jest rzeczą niewątpliwą, że w chwili obec­nej następuje zmierzch „bondomanii”. Fil­mów, w których występuje James Bond, praktycznie się już nie kręci. Zrezygnował wykonawca Bonda, Seam Connery. Pragnął jak sam oświadczył — występować w filmach o większych ambicjach. Wprawdzie znaleziono szybko jego zastępcę, australij­skiego aktora George Lezenby, ale rezultaty okazały się mizerne. Zaczynają się pojawiać parodie Jamesa Bonda, zamierzone i nieza­mierzone, a to już jest oznaka nadchodzącej klęski.

POWRÓT DO OPOWIEŚCI

Komputer ów ma dla nafciarza przygo­tować inwazję radzieckiej Łotwy. Agenci, których udało się mu przerzucić do Łotwy, to są szumowiny, osobnicy współpracujący z hitlerowcami i dokonujący w czasie nie­mieckiej okupacji na Łotwie najpotworniej­szych zbrodni. W spisie ról mówi się o nich jako o „łotewskim bandycie nr 1”, „łotew­skim bandycie nr 2”. Walczy z tą bandą łobuzów sympatyczny pułkownik kontrwy­wiadu radzieckiego Stok — człowiek mądry, przewidujący i bardzo ludzki. Wracajmy do opowieści. Armia inwazyjna nafciarza, z rakietami i pociskami zdalnie kierowanymi, zbliża się do stolicy radziec­kiej Łotwy. Wszyscy oczekują spontaniczne­go powstania. Hełmy — hitlerowskie, znak nafciarza — podobny do swastyki. Na tę in­wazję czeka spokojnie radziecki sztab woj­skowy. Wystarcza kilka bomb, ażeby całą misternie przygotowaną „inwację” pochło­nęła woda.

BOHATEROWIE FILMÓW

Przykład powodzenia Człowieka z UNCLE spowodował, że właściwie już w dwóch ostat­nich filmach bondowskich Thunderball i Ży­je się tylko dwa razy nie spotyka się sylwe­tek jasno określonych radzieckich agentów, ale głównie złoczyńców spod ciemnej gwiaz­dy, z opisanym już przez nas wyżej Ernstem Stavro Blofeldem na czele. Nie zmieniło to oczywiście głównej idei filmów bondow­skich, skoro zabójca Martina Luthera Kin­ga, zapewne wielbiciel Bonda, używał w An­glii pseudonimu Galt, z charakterystycznymi imionami… Ernst Stavro. Być może przy­padek. Jednak Saltzman posunął się ostat­nio tak daleko, że wyprodukował nawet film Mózg za jeden miliard dolarów o nastawie­niu proradzieckim, który jest wart bliższego omówienia. Bohaterem tego filmu, opartym na po­wieści angielskiego pisarza Lena Deightona, jest opętany antykomunistyczną obsesją nafciarz z Teksasu, który kupuje sobie kompu­tera.

NOWE PROPOZYCJE

Nowe propozycje propagandowe zademon­strowali przed kilku laty amerykańscy pro­ducenci telewizyjni. Wyprodukowali oni se­rię filmów pod tytułem Człowiek z UNCLE. „Uncle” znaczy po prostu „wujek”, ale w tym wypadku chodzi o nazwę fikcyjnej organizacji policyjnej „United Network Com- mand for Law Enforcement”, co znaczy „Do­wództwo Zjednoczonej Siatki Przestrzega­nia Prawa”.    Początkowo zamierzano z UNCLE zrobić organizację zachodnią wal­czącą przeciw Związkowi Radzieckiemu i ko­munistom, lecz w końcu zrezygnowano z po­mysłu. Wprowadzono jakąś bliżej nieokreś­loną trzecią siłę THRUSCH, która występu­je zarówno przeciwko Stanom Zjednoczo­nym, jak i Związkowi Radzieckiemu. Znala­zło się też miejsce dla radzieckiego agenta wywiadu, niejakiego Ilji Kuriakina, który wygląda wcale sympatycznie i nie ustępuje amerykańskiemu bohaterowi, Napoleonowi Solo.

PODOBIEŃSTWO POWSTAJĄCYCH FILMÓW

Saltzman oglądając Bonnie i Clyde musiał zdawać sobie sprawę, że w pewnym sensie jego seria bondowska jest niewypałem. Do­świadczenie uczy, że filmy antykomuni­styczne wcześniej czy później są bojkotowa­ne przez publiczność. Rzadko też który ma szansę przedostania się na rynek Europy wschodniej. Łatwo więc zrozumieć, dlaczego producen­ci protestują. Chcą kręcić filmy z bohaterem w typie Bonda, ale zamiast akcentów anty­komunistycznych wolą przemycać w nich elementy sadyzmu, swobody seksualnej. Do­prowadzanie do młodego widza tego rodza­ju „ideologii” także ma swój destruktywny sens.Oto dlaczego w chwili obecnej, kiedy po­wstają filmy „bondopochodne” w rodzaju Fantomasów czy Beczek prochu, nie ma już w nich rozgrywek politycznych Zachód— Wschód. Pozostaje jedynie idea „superma­nów”, wymyślnych zbrodni i tortur.

DWIE TEZY FILMU

Jedyną rzeczą, która łączy młodych, jest sztuka zabijania, którą doprowadzają do per­fekcji. Tu mamy pierwszą dość wyraźną te­zę filmu: chcesz być kimś w życiu, nie ogra­niczaj się do jakiegoś szalonego buntu w bi­ciu szybkości jazdy samochodem. Niczego to nie daje. Współczesny młodzieniec i panna powinni się zajmować rzeczami bardziej rozsądnymi: zabijaniem, grabieniem, okra­daniem. To jest dopiero sztuka życia. Z czasem wychodzi z filmu druga teza. Jesteś impotentem, schorowanym neura­stenikiem? Nieważne. Kiedy będziesz za­bijać, seria zabójstw i napadów wyleczy cię z każdej niemocy. Bo umiejętne posługiwa­nie się bronią czyni z niedorajdy i młoko­sa dojrzałego mężczyznę. Reżyser dochodzi ostatecznie do podobnego wniosku co twórcy Jamesa Bonda, tyle że konkluzja ideowa jest podana na znacznie wyższym szczeblu rozumowania. Ileż w tym filmie zbrodni, sadyzmu przysłoniętego wdziękiem, roman­tyczną zadumą!

WYMOWA FILMU

Wymowa filmu stanie się bardziej zrozu­miała, jeśli się uświadomi, kim jest główny bohater i jakie więzy łączą go z młodą dziew­czyną. Scena zapoznania Bonnie i Clyde jest pod tym względem dość wymowna. Chło­pak prezentuje się nam jako neurasteniczny typ; kiedy kradnie samochód, nie bardzo orientujemy się, w jakim celu. W jego za­chowaniu jest coś z „gniewnego” młodzień­ca w typie Jamesa Deana. Nie od rzeczy warto tu wspomnieć, że rolę tę gra Warren Beatty, aktor, który istotnie w opinii kry­tyki uchodził za jednego z następców tragicz­nie zmarłego bożyszcza Ameryki. Kim zaś jest Bonnie? Młodą, znudzoną dziewczyną, która nie wie, co ma robić z wolnym cza­sem. Oboje z Clydem doskonale się rozu­mieją i tworzą znakomitą parę, choć ich związek nie ma charakteru erotycznego. Ze zrozumiałych względów: Clyde to impotent.

UWAGA KRYTYKÓW

W czasie napadu na bank Bon­nie i Clyde trafiają na gromady ludzi. Nie napotykają jednakże z ich strony na żaden, nawet najdrobniejszy protest. Bo w filmie Penna nie ma ani jednego rozsądnego czło­wieka; jest tylko tłum, stado gawiedzi, motłoch. Mały pomocnik, z którym Bonnie i Cly­de współpracują, jest imbecylem, ojciec po­mocnika — donosicielem, bliska rodzina to tępi, zachłanni na pieniądze dorobkiewi­cze.Krytyka zwraca także uwagę na epizod z policjantem. Bonnie i Clyde wiążą go sznu­rami i terroryzują. Niektórzy dopatrują się w tym demonstracji przeciwko władzy ame­rykańskiej, która jest skompromitowana Nic dziwnego: w kraju tym, pod bokiem policji, zdarzyły się niedawno trzy wstrząsające mordy polityczne. Jednak oglądając scenę terroryzowania policjanta przez Bonnie i Clyde ma się wrażenie, że nie o protest wobec konkretnej władzy ame­rykańskiej chodzi. Jest to po prostu anar­chistyczny bunt przeciwko władzy i nor­mom moralnym w ogóle, w dodatku zapra­wiony niesłychanie lubieżnym sadyzmem.

W CIENIU BONDA

Za osobliwy przyczynek do bondologii kultywowania jurności fizycznej niektórzy krytycy uważają film, całkowicie powstały w cieniu Bonda i niezwykle popularny na Zachodzie: Bonnie i Clyde. Chodzi tu o hi­storię dwojga młodych ludzi, którzy zało­żyli coś w rodzaju prywatnego przedsię­biorstwa gangsterskiego. Napadają na ban­ki, kradną samochody. Wszystko to w ryt­mie epoki lat trzydziestych. Śmieszna moda: panie noszą długie suknie i ciemne berety, panowie — pumpy. Kiedy film pojawił się na ekranach Paryża, spece od reklamy za­częli natychmiast lansować modę a la Bon­nie i Clyde. Ale przecież rzecz nie sprowadza się do sentymentalnego nastroju „dawnych, do­brych czasów”. Winno tu być jakieś tło hi­storyczne, obyczajowe, które wypadło w fil­mie fatalnie.